Turcja – piach, owce i granaty

IMG_5049

Dużo można by opowiedzieć o Turcji, szczególnie wtedy, kiedy przemierza się ją samemu, nie będąc zależnym od zorganizowanej grupy. Takie wyjazdy są najpiękniejsze, bo jedyną złością, jaką można kogoś obarczyć jesteśmy my sami i to właśnie my mamy największy wpływ na jej przebieg. A kto lubi być złym na samego siebie? Tym oto tokiem myślowym jesteśmy zobligowani do przygotowania wyjazdu w ten sposób, by wybaczyć sobie później wszelkie błędy i niedociągnięcia, które jednak pojawić mogą się w zetknięciu z nieznana nam kulturą. Wyjazdy przede wszystkim przecież uczą!


TRASA PRZEJAZDU – nasz samodzielna wyprawa objazdowa po Turcji rozpoczęła się na lotnisku w Stambule, skąd wynajętym autem kierowaliśmy się na wschód i dalej po mniej-więcej obwodzie kraju z kilkoma zboczeniami z trasy.

ISTANBUŁ – ANKARA – HATUSSAS – ALCAHOYUK – AMASYA zamek – GIRESUN – SUMELA klasztor – RIZE – KARS – ANI – HOSAP – HASANKEYF – MARDIN – SANILURFA – NEMRUT DAGI – GOREME Kapadocja – CENNET VE CEHENNEM – KIZKALESI – MARMURE KALESI – ASPENDOS amfiteatr – TERMASSOS – DEMRE – WĄWÓZ SAKLIKENT – FETHIYE – PAMUKKALE – BODRUM – DIDIM – MILET – PRIENE – EFEZ – TROJA – BURSA – ISTANBUŁ


Najbardziej urzekające miejsca: Ani, na wschodnim krańcu przy granicy z Armenią oraz Góra Nemrut w pochmurno – deszczowej scenerii

Największe rozczarowanie: turystyczne i komercyjne wybrzeże okolic Antalaya

Największe zaskoczenie: niewiarygodnie idealne drogi oraz owce za każdym rogiem


mapa podróży Turcja


Pochwała pierwszej organizacji i wynajem auta

Nasz objazd Turcji zaplanowaliśmy w kwestii: ile mamy czasu, co chcemy zobaczyć, co nie możemy pominąć, co pominąć można, a co przytrafi się do zobaczenia po drodze uzupełni niedostatki. Wiedzieliśmy, że musimy wypożyczyć auto, by stać się w pełni samodzielnym i mobilym w pierwszym dla nas egzotyczno-dzikim kraju. Rezerwację wykonaliśmy poprzez Internet jeszcze z Polski z przedpłatą. Odbiór auta oznaczyliśmy na lotnisku, w godzinie naszego przylotu. Niemałym stresem był jednak fakt, że z całej masy lotniskowych okienek typu „rent a car” nie było żadnego z nazwy, jakie mieliśmy na swojej rezerwacji… W chwili konsternacji, że może nas oszukali, złapaliśmy za telefon próbując rozmawiać z kimś, kto obiecał nam zamówione auto… Wypada zaznaczyć, że raz wychodząc z lotniska, nie mogliśmy wrócić do niego, w miejsce, gdzie prawdopodobnie ktoś mógłby na nas czekać z karteczką z nazwiskiem (jak z filmu). Życie składa się nieraz z przypadków. Ogromnym przypadkiem było to, że w skanującym wszystkich „prawdopodobnie wynajmujących auta Turków” mój wzrok padł na zwiniętą (!) kartkę u jednego z nich, który wchodził do hali przylotów. Tak, zobaczyłam tam swoje nazwisko i pobiegłam za nim. Ulga.

Następnym i wcale nie miej stresującym zadaniem było odebrać auto od dwóch Turków, którzy z nim do nas przyjechali. Zaznaczmy – po angielsku mówili bardzo słabo, czego następstwem było przekazanie mnie od jednego telefonu z innym Turkiem mówiącym trochę lepiej. Powtarzające się hasło „no problem!” w odpowiedzi na dość szczegółowe stawiane przeze mnie im pytania, stało się hasłem naszej tureckiej wycieczki… Staliśmy nieco podirytowani podejściem firmy wynajmującej auta, że wysłała niemówiących po angielsku do turystów, którzy nie chcąc zostać oszukanym na dzień dobry wypytywali o wszystko.

Na wielokrotnie kserowanym rysunku, gdzie auto ma już ryski, które nie będą poczytane za nasze (oprócz nich auto było i tak bardziej ‚poharatane’) baliśmy się wziąć to auto w ogóle. Jakie mieliśmy jednak wyjście po opłaceniu go i tak wcześniej? Opłaciliśmy wymagane  urządzenie uprawniające do jazdy autostradami bez limitu, wpakowaliśmy się do auta i  z ciężkim nieco zalęknionym sercem wyjechaliśmy z lotniska… Jeszcze przez kilka dni nie byliśmy pewni, czy wszystko jest z nim ok.  Dodatkowo, za kilka dni miał minąć czas ubezpieczenia auta i niby dzwoniąc do wynajmujących mieliśmy to przedłużyć „przez telefon”.

Jeździliśmy nim przez 3 tygodnie, karmiliśmy regularnie paliwem i dotarliśmy na koniec na to samo lotnisko w Stambule. Obawialiśmy się, że zauważą odprysk od kamienia na przedniej szybie. Nasze ubezpieczenie go nie pokrywało… Pan, który przyszedł jednak odebrać auto nie oglądał go w ogóle, tylko z uśmiechem odebrał od nas dokumenty i nas pożegnał. Ucieszeni w sobie wykonaliśmy tym samym misję Turcja bez strat 😉


IMG_4994

IMG_8343

IMG_8346

IMG_8307

IMG_5352

IMG_4301

IMG_5865_stitch

IMG_7724

IMG_7804

IMG_4312

IMG_5991_stitch

IMG_7732

IMG_5838

Reklamy

One thought on “Turcja – piach, owce i granaty

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s