Park Durmitor

durmitor (3)Durmitor Park – nieliczne zabudowania przy trasie widokowej

Dzikie piękno Parku Narodowego Durmitor (Czarnogóra)

… oraz ból rowerzysty w zetknięciu z prawem


Park Narodowy Durmitor leży w Czarnogórze i zajmuje powierzchnię 39 000 km². Wjeżdżając do niego od strony Bośni i Hercegowiny ujrzeliśmy przeogromny kanion, który już od samego wjazdu do kraju zapowiadał coś więcej. Obszar ten, pełen tworów i zjawisk krasowych, źródeł i głębokich kanionów właśnie jak można łatwo się domyśleć obfituje w znaczne walory widokowe. Trzeba przyznać, że co kraj jest uboższy, a Czarnogóra zdecydowanie się do nich zalicza, mają przynajmniej tyle dobrego co krajobrazy, które skądinąd dzięki braku infrastruktury budowanej „w dziczy” zachowują swój charakter, niezakłócony działalnością człowieka za bardzo. W planie był przejazd malowniczą falującą po terenie trasą. Widoki wynagradzały wszystko i można było mieć wrażenie, że tak pięknie to dawno nie było… Trasa ta obejmowała może jakieś 30 km po równym gładkim asfalcie wąską drogą, miejscem docelowym nocleg położony na jej końcu, tj. za górą niedaleko po jej przekroczeniu. Spotkała nas niespodzianka w postaci zalegającego jeszcze na jezdni śniegu w ilości niezbyt dużej, ale jednak niemożliwej do przekroczenia autem osobowym. Marzenia o aucie prawdziwie terenowym odżyły na nowo. Niestety musieliśmy zawrócić i pojechać inną trasą, powtarzając niejako od tyłu urzekające widoki (dlatego też powrót nie był aż tak nieudany).  Tereny przy jezdni są używane głównie jako łąki do wypasu koni, krów czy owiec. Nie było tam jednak żywej duszy, a zwierzęta (o ile duszy nie mają) też były nieliczne i zdawać by się mogło – pozostawione same sobie. 

Oczywiście Parki Narodowe na całym świecie rządzą się swoimi prawami, o ile dostęp do nich dla człowieka jest w pełni możliwy z kilkoma obostrzeniami podstawowymi jak niezakłócanie spokoju itp. to (na marginesie) dlaczego zakazuje się tam wjazdu rowerom? Przyznać muszę, jako niedawno sprawdzony zakaz na własnej skórze przy jeździe rowerem w jednym parku, poczułam olbrzymi ciężar i niezrozumienie owego faktu. Wstęp pieszo jest możliwy, autem przejazd władz parku także, ale już użycie roweru, aby urozmaicić sobie wycieczkę – zakazany.

Nie tyczy się to całego parku, ale np. ograniczenie wstępu rowerem tylko do asfaltowej drogi oznaczonej jako ścieżka rowerowa. To wręcz jak jedzenie suchego chleba, gdy za rogiem ma się (hmm właściwie półotwartą) piekarnię! Leśna ścieżka z założenia piesza kusi tym bardziej, żeby ja przejechać rowerem. Asfaltowe trasy należą jednak do tych najmniej atrakcyjnych. Patrząc zupełnie z boku na podobne zakazy, na jakąś logikę i dostęp ludzi do na wpół ogarniętej względnie leśnej dziczy, na usta ciśnie się znów pytanie – dlaczego tego zakazywać? Jakim złem jest tam człowiek na rowerze i za co należy go karać kiedy się tam pojawi? Takie pytanie chciałabym bardzo zadać dyrektorom Parków Narodowych, którzy o tym czy zamykać ich park dla rowerzystów należy są w stanie decydować sami. Ciekawi mnie, jakie byłyby ich argumenty za tym prawnym zakazem. Zasadnych niestety trudno mi się doszukać.


durmitor (1)Krówki na szlaku

DurmitorKrówki z bliska

Durmitor_17Widok niecodzienny – kosz do koszykówki w górach


Absurdów daleko szukać – rowerem z dala od nas

Po wylaniu swoich bóli przypomniał mi się jeszcze bardziej dziwny zaraz – zakaz nie tyle wjazdu rowerem, co wprowadzeniu go na dziedziniec zamku (daleko nie szukać) w Pieskowej Skale… Oczy jak pięciozłotówki przepełnione niedowierzaniem, mina kształtująca się pod wpływem zakazu w pokrzywioną dziwacznie masę, myśli w głowie huczące od nieuzasadnionych pretensji. Egzekwowanie znaku przez strażnika było jasne. Wyglądało: zakaz jest, więc nie można! Widząc stojące na dziedzińcu zaparkowane auta i rodziców z niebezpiecznymi (bo aż czterokołowymi!) wózkami dziecięcymi przemieszczającymi się po nim, zwątpiłam. Zwątpiliśmy oboje jako rowerzyści.

Na mapie wyjazdowej miejsce to zostało bardzo przekreślone i oznaczone rowerową czachą z piszczelami poniżej… Rower wydaje się być niekiedy złem koniecznym. Możliwość zostawienia roweru poza bramą (zwykłego miejskiego bym tak nie zostawiła), do czego zostaliśmy pokierowani, wykrzywiła z kolei twarz w kształt z uśmiechem bólowo-ironicznym. Turyści obok patrzyli na scenkę pt. „zwykły człowiek vs. jakiś bezzasadny przepis” i być może byli za nami, popychając swoje dozwolone wózeczki lu ciesząc się, że przyszli tu pieszo. Tym oto sposobem Pieskowa Skała straciła turystów. Oby tak dalej, to statystyki wzrosną w druga stronę. Poniżej link do ciekawego tekstu w temacie.

Zakazany owoc – rowerem do parku narodowego

Durmitor_16Widoki w parku

Durmitor_7Wypalone słońcem płotki, wszystko krzywe, naturalne i piękne

Durmitor_5Domek – letniskowy czy pasterski? Samotnia.

Durmitor_19„Leśne” owce

Durmitor_11Wyższe poziomy parku to leżący śnieg i niestety nieprzejezdna całkowicie trasa

Durmitor_20Pomnik ma terenie Parku Durmitor

Durmitor_10Znów walące się płotki i cisza i spokój…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s