Łokieć- na 1 rok bloga OH!

Wczoraj minął dokładnie rok od momentu założenia przeze mnie bloga. Udało mi się w tym czasie napisać 62 posty, co daje ok. 5 postów na miesiąc. Zawsze mogłoby być ich oczywiście więcej i częściej. W małym podsumowaniu warto zaznaczyć, że początkowo nieplanowane pojawiły się elementy z kuchennych rejonów fotografii kulinarnej i samych (pobocznie jednak traktowanych) przepisów.

„Każdy teraz gotuje!” Oj tak. Ja jednak nie zamierzam być tą kolejną super-blogową kucharką, ale próbuję wejść z aparatem do kuchni. Dlatego, że jest to dla mnie coś nowego. A czy dla wielkiej (i nie tylko kuchennej) gadżeciary może być coś fajniejszego? Ugotować, zjeść i zachować na później wspomnienie dobrego i ładnego posiłku. Odpowiem, że może, bo czasem akcja fotograficzna równa się z zimnym daniem! (dotyczy pierwotnie ciepłych obiadów). Mam w tym jednak sporą prywatną radość. Satysfakcja to coraz lepsze zdjęcia. Grunt to robić COŚ, żeby tylko się nie cofać.

No to działam dalej! Dzięki za to, że odwiedzacie i zostawiacie tu coś po sobie. Proszę o więcej 😀


LOKET, czyli miasto w łokciu rzeki

Żeby dokonać także aktualizacji podróżniczej zamieszczam kilka zdjęć z bardzo przyjemnego w odbiorze miasteczka Loket w Czechach. Położone jest niedaleko zachodniej granicy Czech. Zwiedzaliśmy je w czerwcu ubiegłego roku (2014) i pozostawiło wyjątkowo miłe wrażenie cichej, niewielkiej i nieśpiesznej miejscowości z pięknie położonym zamkiem i starą zabudową. Liczba mieszkańców to niewiele ponad 3000, zatem jego skala – małe i dodatkowo urokliwe – zaprasza do siebie tym bardziej, jeśli mamy ochotę obejść całą okolicę w jeden dzień. 

Nazwa miasteczka Loket znaczy po czesku nie inaczej jak „łokieć”, z uwagi na swoje geograficzne położenie – w zakolu rzeki Ohřy. Patrząc na mapę trudno jednak wg mnie w kształcie owego meandru rzeki doszukać się kształtu łokcia… Nie ma to znaczenia, nie bądźmy drobiazgowi. Nawet taki osobliwy ‚łokieć’ polecam Wam obejrzeć, czy raczej zwiedzić. Może na najbliższy weekend majowy? Dam sobie uciąć rękę, że nadal zbyt wiele osób nie poznało potencjału Czeskich miast, jeśli odłożymy na bok sławną Pragę oczywiście. Jedźcie w Czechy, mają ogromne walory!

Oblaty – słodkie koło i kozy

Jedliśmy tam, w malutkiej kawiarni z lodami (zaraz przy zejściu schodami po zwiedzaniu zamku) pyszne oblaty i to na ciepło. Niestety zdjęć z nimi nie ma, po prostu kupiliśmy, zjedliśmy, czynność powtórzyliśmy i potem było nam już dobrze. Popiliśmy kawą. Oblaty, dla tych co się nie orientują, są to cieniutkie wafelki przekładane masą w różnych smakach. Coś jak normalne wafle (tradycyjnie wielowarstwowe), tylko tutaj są w kształcie koła (ok. 20 cm) i wafelki są tylko dwa. Pani ładnie nam je podgrzała (właściwie to nie wiem dlaczego, choć można i na zimno). Uwaga! Smaku czekoladowego nie podgrzewają. Spróbujcie ich, chyba że nie przepadacie za słodyczami. No, ale jeśli w ogóle to kto i dlaczego?

Nadal pozostaję pod wrażeniem ilości zamków w Czechach. Niemal każda miejscowość ma coś „zamkokształtnego” jeśli nie w nim, to na pewno w niedalekim promieniu. Lepsze jest to tym bardziej, że owe budowle są bardzo dobrze zachowane, co pozwala cieszyć się ich zwiedzaniem.

Przy zamku w Loket, na sporej, niemal pionowej pochyłości, pasły się owce i kozy. Niewielka grupka kóz i wiadomo, że trzeba zabezpieczyć przed nimi wszystko, a one i tak zjedzą to wszystko inne… Stromizna nie była dla nich najwyraźniej przeszkodą, bo jedna (taka bardziej cwana) wdrapała się na górę do ogrodzenia przy chodniku, gdzie przechodzą ludzie. Oczywiście żebrała o trawę i na pewno dostała jej bardzo dużo, sama karmiłam… Na dole zaś, przy długim wąskim chodniku biegnącym przy samej rzece, tuż przy ogrodzeniu biegały małe owce i kozy. Na samym zamku można zwiedzić lochy i klasyczne sale tortur z manekinami. Brzmiące odgłosy jęków i krzyków bardzo wiernie stwarzają atmosferę prawdziwych lochów i miejsca kaźni, a wąskie korytarze i mnóstwo sal potrafi wprowadzić w pewne poczucie zagrożenia, że zostaniemy tu na dłużej…

Już pewnie nie raz zaznaczałam, że uwielbiam zwierzęta, więc takie sąsiedztwo było dla mnie wyjątkowo dobre.  Kozy i owce w mieście? Jadę do nich od razu! 🙂 Przy okazji, czy wiecie jakie one mają „nietypowe” źrenice? Poziome prostokąty, to dlatego są takie szalone, na pewno. Za miastem było także ładne stadko beżowych krów, więc i je Wam pokazuję, bo i one były urocze.



Loket_13 - IKONA 2

Loket_22

Loket_23

Loket_18

Loket_20

Loket - dual 1

Loket - dual 2

Loket - dual 3

Loket - dual 8 zamek

Loket (4)

Loket_9

Loket - dual 6 koza

Loket - dual 5

Loket (2)

Loket - dual 4

Loket_3

Loket

Advertisements

2 thoughts on “Łokieć- na 1 rok bloga OH!

  1. Gratuluję i życzę kolejnych takich rocznic! Satysfakcji i przede wszystkim czerpania radości z tworzenia bloga 🙂
    A miasto wygląda pięknie! Co prawda Pragę i Brno tylko zwiedziłam, ale do takiego uroczego miasteczka aż chce się jechać 🙂
    pozdrawiam

    Polubione przez 1 osoba

    1. Dzięki Marcelina! 🙂 Mam nadzieję, że nie stracę chęci do bloga, bo to byłoby najgorsze. A Loket jak widać to bardzo przyjazne miasteczko. Każde chyba, jeśli jest średniowieczne i wybudowane na jakiejś górce jest urzekające. Czeski Krumlov – też bajka!

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s