Konno na Wulkan Pacaya – Gwatemala

Opóźnienia, mam czasem wrażenie, że to moja specjalność. Po powrocie z Meksyku i Gwatemali (jakże fantastyczna wycieczka i wszystkie meksykańskie skarby!) na początku przychodzi małe zmęczenie robieniem zdjęć powiązane z odłożeniem nagromadzonych fotografii. Zdjęcia ptaków poszły na pierwszy ogień, ich byliśmy najpewniejsi i na szczęście się nam ładnie udały. Nadal są jednak nieodkopane zdjęcia kolibra, którego widziałam na żywo po raz pierwszy – możecie sobie tylko wyobrazić moją euforię i podekscytowane bieganie za nim z  zadarta głową. Aparat nie łapał zbyt ochoczo ostrości, koliber odleciał… Muszę zmienić ustawienia w aparacie, bo tak być nie może.

Wulcan Pacaya (18) IKONA.jpg

Dziś będzie o wyprawie na wulkan Pacaya. Z tych zdjęć jestem bardzo zadowolona, wieczorna pora zachodzącego słońca cudownie maluje światłem. Jak wielka radość, że byliśmy tam właśnie po południu. Jedyny niedosyt to, że nie zobaczyliśmy płynącej lawy. Nasza grupowa wycieczka konno na Pacaya niestety nie miała tego w planie. Mimo to, byłam pierwszy raz tak blisko wulkanu i wiem jedno – aparat trzeba zdecydowanie chronić przed pyłem. Na drugi dzień miałam usterkę, a obiektyw nieco chrzęścił od drobinek wulkanicznego pyłu… Widmo naprawy i kosztów serwisu malowało się jak ciemne chmury nad wakacyjną jeszcze głową. Na szczęście aparat zadziałał, wystarczyło samemu poruszyć lustro, które podczas wstrząsów zostało przyblokowane.



Sam wulkan mierzy 2552 m n.p.m, przy czym jego wyniesienie to 232 m, czyli stosunkowo niewielkie. Podejście pod niego nie będzie nie lada wyczynem wspinaczkowym, choć wędrówka po osuwających się spod stóp luźnych i wyjątkowo pylących kawałkach skał jest nieco uciążliwa. Z tego względu bardzo ważne jest móc zakryć oczy (okulary) i twarz (komin, chusta, szalik), żeby w miarę komfortowo maszerować po niełatwym terenie.

Wulkan ten jest aktywny, należy do najbardziej czynnych na świecie. Koło jego szczytu unosiła się jednak chmura, która przykrywała jego wierzchołek. Schodząc jednak w dół, mogliśmy obserwować ‚pykania’innego pobliskiego wulkanu, który raz po raz wyrzucał w niebo porcję pyłu. Kilka razy udało się dojrzeć tą chmurę podświetloną od spodu przez złotą lawę.

Przed wycieczką na wulkan warto mieć pełne buty z mocną podeszwą, a na pewno nie sandały. Z uwagi na pył konieczne będzie ich późniejsze ‚odpylenie’ i umycie, ale nie będą one na pewno do wyrzucenia, jak nieraz czytałam straszące opinie ludzi w internecie… Na wulkanie mocno wieje.

Na konikach wjazd odbywał się w taki sposób, że na każdego turystę przypadała jedna osoba (właściciel konia), który prowadził go za uzdę. Hippika jest mi raczej obca, przez całą jazdę nie byłam jednak pewna czy nie spadnę bo koń kilka razy potykał się nieco. Luźne kamienie i pyląca nawierzchnia kontra niewielkie końskie kopytka z moim obciążeniem…  Wiem jedno – wejście na wulkan z chęcią bym powtórzyła, wjazd na koniu już mniej.

Z dodatkowych atrakcji można wspomnieć o przypiekaniu pianek ‚marshmallow’ na patyku nad ciepłem bijącym z kilku zapadlisk w ziemi. Chyba, że ktoś nie lubi tych pianek. Dobre są.

Wspomniałam wcześniej o ochronie aparatu. Choćby nie wiem jak człowiek uważał, pył unosi się niemal stale, tym bardziej im więcej osób jest z nami lub jest po prostu wietrznie. Z uwagi na to, że my część trasy wjeżdżaliśmy na konikach, chcąc odciążyć biedne zwierzę nie brałam plecaka, a aparat jedynie przewiesiłam przez ramię. Mądra po szkodzie, radzę podczas niesienia aparatu zawijać go choćby w szalik, aby (szczególnie mówiąc o rozsuwanych obiektywach lustrzanek), nie mieć później nieprzyjemności i niedomagań ukochanego sprzętu 🙂


Wulcan Pacaya (1)Wulcan Pacaya (2)Wulcan Pacaya (3)Wulcan Pacaya (4)Wulcan Pacaya (5)Wulcan Pacaya (6)Wulcan Pacaya (7)Wulcan Pacaya (8)Wulcan Pacaya (9)Wulcan Pacaya (10)Wulcan Pacaya (11)Wulcan Pacaya (12)Wulcan Pacaya (13)Wulcan Pacaya (14)Wulcan Pacaya (15)Wulcan Pacaya (16)Wulcan Pacaya (17)Wulcan Pacaya (18)Wulcan Pacaya (19)Wulcan Pacaya (20)Wulcan Pacaya (21)

Reklamy

6 thoughts on “Konno na Wulkan Pacaya – Gwatemala

  1. Typowy event dla „turistas”, mimo ze malo oryginalne to zabawnie opisane… ale fotki cudne, faktycznie.
    Jakos juz mnie meczy jak my biala rasa eksploatuje te inne, Szerpow, natives przeroznych itd.
    Meat is murder, tak poza tym…

    Pozdrowienia.

    Polubienie

    1. Mało co teraz nie jest dla turystów, w końcu dla nich niejako wszystko w podróży może być ciekawe i godnie zobaczenia. Wulkan nie może nie być interesujący, a jeszcze kiedy mogą na nim zarobić miejscowi – tak rodzi się zaplecze turystyki. Dlaczego Cię to męczy? Mnie raczej zastanawia inna kwestia – że inne rasy, poza żółtą oczywiście, nie eksplorują reszty. Przynajmniej w znikomej ilości. Czy to nie jest większa anomalia i o czym świadczy? Biały człowiek lubi przeć do przodu i szukać nowego, uważam, że to jest pozytywne zjawisko, nawet bardzo 🙂

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s