Zimowy i rakietowy Turbacz 01/2017

Znowu tam poszliśmy i znowu było cudnie! Po prostu. Wspaniała zima dotarła z większą siłą w tym roku, ładnie obsypała śniegiem wyższe górskie tereny, obowiązkowo nie mogło nas tam zabraknąć. Najlepsze było chyba to, że udało nam się po raz pierwszy zobaczyć zjawisko inwersji w górach, co porównałabym z polską zorzą – w kategorii coś tak pięknego! Do tego zimą w bajkowo ośnieżonym wszystkim. Ach!

Ostatni weekend był dla mnie trochę imieninowo-urodzinowy, ale tak naprawdę to tylko zbieg okoliczności, kiedy udało nam się wybrać w góry na rakietach w cztery osoby (Pozdrawiamy Bali! 🙂 ) Zaplanowany został także zawczasu nocleg w Schronisku pod Turbaczem. Każdy z nas wcześniej w takim nie nocował, trzeba było to w końcu naprawić.


Nocleg w schronisku pod Turbaczem – kilka informacji:

  1. Strona schroniska – http://turbacz.net/.
  2. Jeżeli zależy Wam takim noclegu i na konkretnym rodzaju pokoju, to taką rezerwację należy zrobić min. tydzień wcześniej. Pokoje są takie: 2-os., 4-os., 5-7 -os., 8-os., 8-10-os. i 12-15-os. – zatem większa grupa może spać w 1 pokoju! Ceny od 28 zł os/ doba do 45 zł os./doba.
  3. Można także spać na podłodze za 18 zł (nocleg zastępczy) albo w namiocie za 14 zł.
  4. Rezerwacja preferowana jest telefonicznie, do dyspozycji macie telefony: (018) 266-77-80,    666-726-893 , 602 118 889. Na miejscu meldujemy się przy barze, można płacić także kartą, nie tylko gotówką (za nocleg, jedzenie itd.). Ważne i przydatne 🙂
  5. Pokoje są skromne, łóżko, stolik, krzesło, półka. W nocy było jednak ciepło. Dla wrażliwych niestety słychać każde czyjeś przejście korytarzem i nieco trzeszczące drewniane stropy (albo boazerie?).
  6. Łazienki dostępne są z korytarzy po drugiej stronie pokojów – mamy osobne prysznice + umywalki (damskie i osobno męskie), osobne umywalnie (pomieszczenie na 4 umywalki – damskie i męskie) oraz toalety j.w.. Woda ciepła, kabiny zamykane, papier toaletowy – czego więcej trzeba! 🙂
  7. Niebywałym atutem jest restauracja  z naprawdę pysznym jedzeniem. Szeroka oferta dań i śniadań. Czynna jest  w zależności od dnia , ale przykładowo w sobotę bar do 21:00, a w niedzielę od 7:30. Ceny nie są zbyt wygórowane, każdy znajdzie coś dla siebie (np. klasyk schabowy, ziemniaki i kapusta zasmażana/surówki – za 26 zł. Dla tych co jednak zgłodnieją późno w nocy na parterze jest automat, gdzie można awaryjnie zakupić jakieś słodycze czy napój (weźcie zapas monet!).

Ruszyliśmy tym razem spod wyciągu na stoku Koninki, wjazd w dwie strony to koszt 18 zł/os. Warto zaznaczyć, że zjazd może być następnego dnia. Stąd dojście do schroniska to niecałe 9 km szlakiem zielonym i czerwonym, kilka ostrzejszych podejść, ale dość regularny szlak. Widokowy. Dzięki temu mieliśmy szansę podziwiać chmurne wspaniałości późnym popołudniem tuż koło zachodu słońca. Niech nasze zdjęcia same powiedzą, co tam było.

Szlak był ogólnie już przetarty i ubity, nie było znacznych problemów, aby iść bez rakiet, ale niekiedy jednak stopy bez nich się osuwają, a przy stromych odcinkach po prostu nie potrafiłam wejść w samych butach – zakładałam rakiety. Jak już pisałam o tym wcześniej, rakiety dają tą ogromna przewagę, że zdecydowanie stabilizują nasze kroki i niwelują większość poślizgów, które w samych butach były by raczej często. Znając własne możliwości poruszania się w śniegu – jestem  zdecydowanie za rakietami.

Usterki porakietowe

Tydzień wcześniej byliśmy natomiast z mężem na innej górce w okolicach Folusza (zdjęcia i mała relacja zapewne także się pojawi na blogu). Tam jednak szlak był dziewiczo nieprzetarty, miejscami 60-70 cm śniegu trzeba było pokonywać krocząc z kolanami wysoko niczym bocian. Wysiłek był ogromny. Jakkolwiek udało nam się dojść na górę i wrócić, tak w moim przypadku nastąpiło przeciążenie biodra i jego ogromne bóle szczególnie na drugi dzień.

Pisząc o tym, chciałam dać pod Waszą uwagę, że chodzenie w rakietach, to jednak chodzenie z dodatkowym obciążeniem na każdej stopie. U mnie było to ok. 1,10 kg na nogę, co jednak wystarczyło, aby noga to odczuła. Biorąc pod uwagę, że za tydzień zrobiliśmy powtórkę i ból szybko się ponowił, nieco się jednak martwię, bo warunki zimowe zacne, a na szali stoi być a nie być w górach w tym sezonie. Poproszę o pożałowanie (tzw. „ojojanie” mojej nóżki, może szybciej wrócę do zdrowia 🙂 Dzięki!


Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s